Kiedy włączyć Karty Grabowskiego do nauki mnożenia? O fundamencie, gotowości i grze „Kopciuszek”
W mojej klasie tabliczka mnożenia nie zaczyna się od mnożenia. Zanim pojawi się zapis a·b, dzieci przez długi czas oswajają się z rytmem liczb, powtarzalnością i ciągami liczbowymi. Uczą się dostrzegać regularność, zanim poznają jej matematyczną nazwę – wielokrotności. To właśnie ten fundament sprawia, że moment włączenia Kart Grabowskiego staje się naturalnym krokiem i świetną zabawą.
Fundament budowany wcześniej
Już w klasie pierwszej pracujemy na ciągach liczbowych. Zaczynamy od „pociągu” liczby 1 – to dla dzieci coś bardzo naturalnego, bo ten ciąg poznały już w przedszkolu. Pomaga nam prosta grafika pociągu z wagonikami, na których zapisane są kolejne liczby. Najpierw mówimy po prostu o pociągu. Wagoniki ustawiają się jeden za drugim, a liczby tworzą określony rytm. Z czasem dzieci same zauważają, że ten „pociąg liczb” ma swoją nazwę – ciąg.
Nie używam jeszcze słowa „wielokrotność”. Budujemy poczucie powtarzalności w naturalnych sytuacjach. Liczymy dwójkami, bo para pojawia się w codziennym życiu bardzo często. Liczymy piątkami, gdy przeliczamy monety pięciozłotowe. Gdy wprowadzamy liczbę 10, naturalnie zaczynamy liczyć dziesiątkami. Z czasem poznajemy także ciągi liczb 3 i 4 – wciąż jeszcze w klasie pierwszej.
Dzieci oswajają się z rytmem liczb i zasadą powtarzalności. Dopiero później same odkrywają, czym są wielokrotności i jak naturalnie prowadzą one do mnożenia.
Moment włączenia Kart Grabowskiego
Na początku klasy drugiej przychodzi moment, w którym dzieci zaczynają zauważać, że znane im już ciągi liczb tworzą uporządkowany system. Wtedy pokazuję im, że to, co do tej pory robiły, ma swoją nazwę – mnożenie.
Dla wielu uczniów jest to moment zaskoczenia. Okazuje się, że wielokrotności, które znają i potrafią wyrecytować, to nic innego jak szybsze dodawanie. Nagle odkrywają, że właściwie już mnożą.
To właśnie wtedy Karty Grabowskiego zaczynają regularnie pojawiać się na naszych lekcjach. Nie są nowością, lecz narzędziem do porządkowania wiedzy, którą dzieci wcześniej zbudowały.
Zabawa „Kopciuszek” w praktyce
Jednym z wariantów, który szczególnie lubię na początku drogi z Kartami, jest gra „Kopciuszek”. Uczniowie segregują Karty, dobierając działania w pary, i porządkują je według określonej zasady. Już samo przygotowanie gry wymaga przejrzenia całego zakresu tabliczki mnożenia.
Podczas jednej z lekcji obserwowałam, jak dzieci układają ciągi wielokrotności. Jedna grupa budowała akurat ciąg liczby 3. Na stoliku pojawiały się kolejne działania: 1·3, 2·3, 3·3, …
W pewnym momencie padło zdanie:
„Możemy wziąć 3·4 albo 4·3… i tak wyjdzie 12.”
Po chwili ktoś doprecyzował:
„Ale skoro układamy trójki, to musimy wybrać wariant 4×3.”
Nie było w tym definicji ani matematycznego języka. Było myślenie i porównywanie.
Uczniowie zauważyli, że choć oba zapisy na tej samej Karcie prowadzą do tego samego wyniku, to wybór konkretnego wariantu zależy od tego, który ciąg właśnie budują. Jeśli pracują na ciągu liczby 3, wybiorą zapis 4·3 – cztery trójki. Jeśli budują ciąg liczby 4, sięgną po 3·4.
Z tej gry wyciągnęli dalej idące wnioski: przy obliczaniu danego działania mogą skorzystać albo z ciągu liczby 3 i „dojść” nim do czwartego wyrazu, albo z ciągu liczby 4 i policzyć do trzeciego. Co ciekawe, stwierdzili, że wybór zależy od nich i od tego, którą wielokrotność lepiej przyswoili.
Dzięki zabawie uczniowie odkryli, że oba sposoby prowadzą do tego samego wyniku, ale droga dojścia do niego zależy od przyjętej perspektywy. W ten sposób doświadczyli przemienności mnożenia – bez konieczności wprowadzania definicji. Ja jedynie nazwałam to, co już odkryli.
Dlaczego ta droga działa
Kiedy dzieci przez długi czas pracują na ciągach liczbowych, nowa umiejętność nie jest dla nich czymś obcym. Jest nazwaną już wcześniej zależnością.
Karty Grabowskiego nie wprowadzają więc na moich lekcjach „nowego materiału”. One porządkują, utrwalają i pozwalają dzieciom zobaczyć to, co już potrafią. Gra daje przestrzeń do wyboru strategii i do rozmowy. Dzięki temu automatyzacja wyników nie jest efektem presji, lecz naturalnym skutkiem częstego, świadomego działania.
Moment włączenia Kart do pracy z tabliczką mnożenia nie jest rewolucją. Jest konsekwencją wcześniej zbudowanego fundamentu.
Mnożenia nie wprowadza się wtedy, gdy mówi o nim podstawa programowa. Wprowadza się je wtedy, gdy dziecko jest na nie gotowe. A gotowość rodzi się z doświadczenia, powtarzalności i zrozumienia.
Wtedy dziecko nie mówi:
„Muszę nauczyć się mnożenia.”
Mówi raczej:
„Ja to już potrafię – tylko nie wiedziałem, że to tak się nazywa.”
I to jest dla mnie najpiękniejszy moment w nauczaniu matematyki.
Karty Grabowskiego nie przyspieszają tej drogi – one ją porządkują.
I właśnie dlatego działają.
Anna Dratwińska
Ania jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej i matematyki. W swojej pracy stawia na naukę opartą na rozumieniu, doświadczeniu i sensie, a nie na mechanicznym zapamiętywaniu. Szczególnie bliska jest jej matematyka „z życia wzięta”, dlatego chętnie sięga po Karty Grabowskiego, które wykorzystuje do budowania logicznego myślenia oraz pracy z dziećmi o różnych potrzebach edukacyjnych. Wierzy, że dobra edukacja zaczyna się od ciekawości, zabawy i uważnego towarzyszenia dziecku w procesie uczenia się.






