„To na pewno wybitnie zdolne dzieci!” – czyli jak zerówka udowodniła, że matematyka to świetna zabawa
To już trzy dekady, odkąd Karty Grabowskiego zagościły w placówkach edukacyjnych i w domach dzieci. Ja wciąż pamiętam zdarzenia sprzed wielu lat związane z kartami, które mocno utkwiły mi w pamięci. Z dziećmi, Justyną i Mateuszem, chętnie wracamy do tych emocjonalnych chwil. Poznajcie teraz historię pewnego szkolenia, prowadzonego przez mojego męża, Andrzeja. To, co się tam wydarzyło, zaskoczyło wszystkich i zmieniło nasze spojrzenie na możliwości sześciolatków.
Był 2000 rok
Wówczas mój mąż zdecydował się na prowadzenie szkoleń dla nauczycieli w oparciu o karty „Tabliczka mnożenia” oraz „Dodawanie i odejmowanie”. Szkoły same zabiegały o zaproszenie autora do swoich placówek. Tak się złożyło, że pierwsze kursy odbywały się w Warszawie, ale z czasem mąż zaczął docierać do szkół w całej Polsce.
Szkolenie, o którym nie sposób zapomnieć
Pewnego razu mąż szkolił nauczycieli w wiejskiej szkole. Na początku spotkanie przebiegało tak, jak zazwyczaj. Gdy doszedł do kart „Dodawanie i odejmowanie”, nauczycielka prowadząca zerówkę podzieliła się swoimi doświadczeniami.
Opowiedziała, jak wykorzystuje karty w edukacji 6-latków. Gdy tak wyliczała, co udało jej się osiągnąć, jedna z koleżanek z powątpiewaniem dodała, że to pewnie przypadek i zwyczajnie trafiły się jej wybitnie zdolne dzieci.
Najlepszy dowód? Same dzieci!
Od słowa do słowa, na sali pojawiła się cała grupa wspomnianych 6-latków.Nauczycielka poprosiła, by maluchy zaprezentowały, co potrafią, i zaczął się prawdziwy pokaz umiejętności!
Zaskoczenie na twarzach obserwujących nauczycielek było bezcenne – nie mogły uwierzyć, że to dopiero zerówka. Wyglądało to na klasę pierwszą, bo dzieci doskonale radziły sobie z matematyką. Swobodnie przekraczały próg dziesiątkowy, a obliczenia wykonywały w pamięci.
Doskonale znały też gry z kartami „Dodawanie i odejmowanie” i z wielkim entuzjazmem same potrafiły o nich opowiadać.
Nauka mimochodem
Nauczycielce udało się tak dużo osiągnąć z jednego prostego powodu – dzieci po prostu świetnie się bawiły, grając. Tak naprawdę nawet nie wiedziały, że się uczą.
Mąż, opowiadając o tym zdarzeniu, był pełen uznania dla tej nauczycielki. Umiejętnie wykorzystała walory kart w procesie edukacji, a dzieci – pomimo że grały systematycznie – w ogóle nie były znużone. Dla mojego męża był to kolejny dowód na to, że trud, który włożył w opracowanie kart, naprawdę się opłacił.
Magia zabawy wciąż działa
Bo to właśnie w trakcie zabawy dzieci uczą się najefektywniej. I choć od tamtego zdarzenia minęły już lata, to jedno zupełnie się nie zmieniło. Nadal dostajemy wspaniałe sygnały od rodziców i nauczycieli z całej Polski, że karty świetnie się sprawdzają, a dzieci uczą się matematyki „mimochodem” – z uśmiechem, bez stresu i ślęczenia nad zeszytami.
A jak to wygląda u Was? Jeśli chcecie podzielić się swoją historią o matematycznych przygodach z Kartami Grabowskiego, po prostu napiszcie do nas – zawsze z ogromną ciekawością je czytamy.
Bożena Grabowska
Bożena Grabowska jest żoną Andrzeja Grabowskiego, autora Kart Grabowskiego. Ukończyła Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z wykształcenia jest pedagogiem i logopedą, obecnie na emeryturze. Jej ulubionym zajęciem jest rozwiązywanie krzyżówek i wszelkiego rodzaju zagadek umysłowych. Lubi też eksperymentować w kuchni.




