Opublikowano: 6.11.2018

Karty Grabowskiego a wysiłek organizacyjny


Justyna Nowaczyk
Certyfikowany Trener Kart Grabowskiego


Ponury, deszczowy czwartek… szósta lekcja – matematyka – i ja dwojąca się i trojąca pod tablicą, żeby iskra zainteresowania tematem ciągle się jeszcze tliła… Kto z nas uczących nie zna tego wszechogarniającego uczucia bezsilności i zwątpienia w swoją kreatywność, w swoje umiejętności podtrzymania koncentracji uczniów na tyle, by mimo wszystko wynieśli z tej lekcji coś konstruktywnego? Karty Grabowskiego to moja tajna broń w sytuacjach podbramkowych…

Kiedy?

Dla mnie to nie tylko zwykła pomoc dydaktyczna rozwijająca umiejętności matematyczne, lecz także sposób na poprawę koncentracji uwagi lub ukierunkowanie nadmiaru uczniowskiej energii. Wyciągam karty, by dzieci nagrodzić albo wtedy, gdy znajomość tabliczki mnożenia zdaje się tkwić w martwym punkcie. Używam ich, by zbudować pozycję uczniów słabszych, a także wtedy, gdy trzeba klasę pogodzić. Za ich pomocą uaktywniam wycofanych, a zdolnych czynię odpowiedzialnymi za tych z głową zamkniętą na matematykę… To wszystko dzieje się przy moim minimalnym wysiłku.

Jak?

Mnogość propozycji gier, jakie niosą ze sobą karty, jest tak duża, że można uczniów dobrać w różny sposób, w zależności od założonego celu. W mojej klasie najczęściej gramy w cztero- lub pięcioosobowych grupach, ale także w parach, np. gdy chcę, aby słabsze dziecko miało wsparcie ucznia mocniejszego lub by dostosować grających uczniów pod względem poziomu umiejętności. Bardzo często wykorzystuję gry, które wymagają podejmowania współpracy, bo od niej zależy sukces całej grupy – wtedy bywa tak, że klasa dzieli się tylko na połowę lub na trzy większe grupy.

To właśnie dobór gry wyznacza mi organizację pracy w klasie. Tylko za pierwszym razem wymagało to ode mnie poświęcenia większej ilości czasu i większego wysiłku na odpowiednie ustawienie stolików. Dziś, gdy wyjmuję karty, mogę od razu poinformować uczniów, w jak licznych grupach będziemy grać. To wystarczy, by uruchomić wszystkie ręce do pracy, którą nadzorują dyżurni, a my mamy „załatwione” kolejne ćwiczenie z logicznego myślenia.

Warto?

Wysiłek włożony w organizację pracy z kartami jest niewielki w porównaniu z efektami, jakie uzyskujemy. Tak naprawdę to zaledwie pięć minut z lekcji przeznaczonych na to, by stoliki stanęły w odpowiednich miejscach, a talie kart znalazły się w rękach prowadzących. Czas przygotowania to także element rozwojowy dla uczniów. Rozumienie polecenia i wprowadzenia go w czyn to bardzo ważna umiejętność, której wielu uczniom brakuje…

Moje doświadczenie pokazuje, że karty odczarowują nawet najbardziej ponury dzień, a energia wraca jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…